
Dzisiaj przychodzę do Was z moją naturalną pielęgnacją włosów. Na sam początek opowiem Wam jakie były moje włosy, gdy praktycznie codziennie używałam drogeryjnych kosmetyków. Głównymi problemami z jakimi się borykałam były:
- przetłuszczanie się włosów,
- nadmierne wypadanie,
- słabe i łamliwe włosy,
- od czasu do czasu pojawiał się łupież.
Czasami zdarzało mi się myć włosy rankiem, a wieczorem wyglądały już bardzo źle. Było to dla mnie bardzo męczące, ponieważ głowę musiałam myć codziennie. Jeśli chodzi o wypadanie, przez pewnie okres włosy wypadały mi garściami, zostawały w ogromnych ilościach na szczotce oraz na podłodze, co zaczynało być niepokojące, ponieważ z dnia na dzień stawały się coraz cieńsze i słabsze. Dodatkowo w lato skusiłam się na ombre, które dodatkowo wysuszyło i zniszczyło włosy. Więc jak widzicie moje włosy nie były zbyt ciekawe. Około 2 lata temu ścięłam włosy do długości, którą mam teraz (czyli do ramion) pozbywając się przy tym trochę tego strasznego ombre. Ścięcie włosów nie spowodowało oczywiście pozbycia się wyżej wymienionych problemów ale wtedy włosy trochę odżyły i uniosły się u nasady.
Jakie są moje włosy teraz?

Ogólnie to nie mam z nimi większych problemów. Uważam, że są normalne, zdrowe i całkiem ładnie się błyszczą. Nie mam problemów z nadmiernym przetłuszczaniem się ani z wypadaniem. Jestem też całkiem świeżo po sombre w profesjonalnym salonie i mimo wszystko włosy są w dobrej kondycji.
Co poprawiło stan moich włosów?
- zmiana szamponów drogeryjnych na naturalne, czyli zmiana na produkty z delikatnymi detergentami. Aktualnie co dwa-trzy dni myję włosy co jest możliwe dzięki temu, że skóra głowy już tak bardzo mi się nie przetłuszcza i mogę sobie na to pozwolić. Największą poprawę, jeśli chodzi o przetłuszczanie się włosów, zauważyłam po zamianie szamponów drogeryjnych na takie naturalne. W momencie, gdy używamy takiego drogeryjnego szamponu, który ma w składzie bardzo silne detergenty (Sodium Lauryl Sulfate (SLS), Sodium Laureth Sulfate (SLES), Sodium Myreth Sulfate, Sodium Pareth Sulfate, Sodium Coco Sulfate, Sodium Coceth Sulfate), detergenty te podrażniają nam skórę głowy. W momencie, gdy jest ona podrażniona, automatycznie pozbywamy się naszej ochronnej bariery na skórze, a wtedy organizm produkuje jeszcze większą ilość w tym przypadku sebum na głowie, aby tą skórę ochronić. I tak właśnie wpadamy w błędne koło oczyszczania i przetłuszczania się włosów.
W momencie, gdy odstawiłam mocne detergenty i już nie podrażniałam tak mocno skóry głowy, a także myłam włosy delikatnymi szamponami, to po pewnym czasie zauważyłam, ze moje włosy nie przetłuszczają się już tak bardzo. Postanowiłam również przetrzymywać włosy trochę dłużej i starać się myć je co dwa dni. Próbowałam naturalnych szamponów i na początku byłam przerażona, ponieważ niektóre nie nadawały się do mycia. Włosy często po użyciu były suche, matowe, nie dało się ich rozczesać. Krótko mówiąc wyglądało jak sianko (: Jako, że byłam przyzwyczajona do drogeryjnych szamponów, które bardzo mocno się pienią nie byłam zbytnio zadowolona z tych naturalnych. Jednak metodą prób i błędów znalazłam swoje ulubione szampony, które dobrze się u mnie sprawdzają i stosuje je na zmianę.

Pierwszy z nich to Sylveco, bardzo dobrze domywa skórę głowy, nie wysusza i nie podrażnia. Jego pianę łatwo domyć wodą. Nie plącze włosów i powoduje, że ładnie odbijają się od nasady. Jest to jeden z moich ulubieńców. Gdy stosuję oleje lub jakieś maski do mycia włosów stosuję szampon z Alterry, który ma troszkę mocniejsze detergenty ale wiem, że włosy będą dobrze umyte. Oba szampony zostawiają dobrze oczyszczoną skórę głowy. Nie mam im nic do zarzucenia. Uważam, że warto mieć przynajmniej 2 szampony o różnych składach i przeplatać ich stosowanie ze sobą.
SZAMPON SYLVECO
Cena: ok. 22 zł/ 300 ml
SZAMPON ALTERRA
Cena: 10 zł / 200 ml
Gdy włosy mam już umyte to zawsze sięgam po olejek do końcówek firmy Orientana, aby nawilżyć końcówki i zabezpieczyć je przez uszkodzeniami. Używam go po każdym myciu.

Jeśli chodzi o odżywki do włosów to używam: nawilżająca odżywkę z Vianka, która pozostawia bardzo gładkie i nawilżone włosy. Są wtedy super do rozczesania. Drugą odżywką jest lekka odżywka normalizująca, również z firmy Vianka. Jest to dla mnie taka odżywka którą stosuje ekspresowo, czyli na 5 minut. Posiada w składzie zieloną glinkę i skrobię, które absorbują nadmiar sebum. Panthenol regeneruje i wzmacnia włosy, a olejek miętowy zapewnia przyjemne uczucie chłodu i świeżości. Odżywka stosowana po myciu delikatnie unosi włosy u nasady i je wygładza.
ODŻYWKA NAWILŻAJĄCA
Cena: ok. 16 zł / 250 ml
ODŻYWKA NORMALIZUJĄCA
Cena: ok. 18 zł / 300 ml

- odpowiednia szczotka do czesania włosów. Od dawien dawna używałam zwykłego plastikowego grzebienia do włosów. Niestety nie był on dobry ze względu na fakt, że szarpał włosy, nie rozczesywał kołtunów i przez jego strukturę końcówki łamały się. Aktualnie codziennie szczotkuję włosy (wykonując przy tym delikatny masaż głowy). Używam do tego Tangle Teezeera. Lubię go, bo dobrze czesze mi się nimi włosy, a dodatkowo twardość igiełek idealnie pasuje do masowania skóry głowy. Używam go również do stylizacji, podczas suszenia włosów więc ma ciągły kontakt ze skórą głowy, co pozytywnie wpływa na jej ukrwienie i pojawianie się baby hair.
Cena: ok. 25 zł
- stosowanie wcierki do włosów - teraz przejdźmy do rzeczy, którą starałam się robić codziennie i niesamowicie mi pomogła. I tutaj na początku postawiłam na wcierkę normalizującą z Vianka. Mam za sobą już kilka zużytych opakowań, co myślę, że jest dobrą rekomendacją. Używałam jej zazwyczaj na wieczór wykonując masaż głowy szczotką TT, tak aby przez całą noc mogła oddziaływać na skórę głowy. Wcierka posiada wiele składników dobroczynnych, które maksymalnie pobudzają nasze skórę i włosy do wzrostu. W składzie znajdziemy: ekstrakt z pokrzywy, skrzypu, łopianu, szałwii i brzozy. Olejki rozmarynowy i eukaliptusowy odświeżają, pobudzają i odżywiają skórę głowy. Systematycznie stosowanie sprawia, że włosy rosną mocniejsze i grubsze, stają się bardziej odporne na uszkodzenia! :)
Cena: ok. 18 zł / 100 ml

- olejowanie włosów - pojawia się ono na końcu, ponieważ stosowałam je najrzadziej. Jednak, gdy już udało mi się do tego zabrać, to uwielbiam połączenie oleju z nasion bawełny na podkład z żelu aloesowego. Po umyciu możemy się cieszyć mięciutkimi i lśniącymi włosami. Olej najlepiej dostosować do swojej porowatości włosa. Nie należy również się załamywać, gdy jakiś olej nie podpasuje waszym włosom. Nie każdemu będzie pasować to samo. Najlepiej sprawdzić na sobie. Olejowanie najbardziej lubię wykonywać na włosach suchych, ponieważ mam możliwość kontrolowania tego gdzie zaaplikowałam olejek.
Jak wygląda olejowanie pod podkład z żelu aloesowego u mnie? Na początku "namaczam" włosy aloesem od brody w dół, a później wmasowuje olej. Aktualnie gdy nie mam problemów z włosami, olejowanie pojawia się u mnie bardzo rzadko. Czasami się na olejowanie skuszę, gdy mam jakieś ważne wydarzenie i chciałabym żeby włosy zdrowo i ładnie wyglądały.

Jeśli chodzi o stylizację - bardzo rzadko używam jakiegokolwiek sprzętu do włosów. Suszarkę używam jedynie często w zimę, gdy za oknem jest brzydka pogoda, a ja nie chce wychodzić w mokrych włosach na zewnątrz. Prostownica raz na kilka miesięcy, jeśli nadarzy się jakaś wyjątkowa okazja. Wynika to z faktu, że gdy moje włosy wyschną to wyglądają na proste.
I to by było na tyle. Pokazana tutaj pielęgnacja to nie do końca taka jaką aktualnie mam tu i teraz (chociaż jest bardzo podobna) tylko jaka pojawiła się u mnie, gdy zrezygnowałam z drogeryjnych kosmetyków do włosów. Pokazałam Wam rzeczy, które pomogły mi najbardziej w rozwiązaniu problemów z włosami ale również takie które aktualnie sprawiają, ze ich stan jest teraz bardzo dobry.
Mam nadzieję, że ten wpis będzie mógł w przyszłości osobom, które borykają się z takim problemami jak ja jeszcze całkiem niedawno. Będzie mi miło jeśli go udostępnicie :)
Pozdrowienia 💓